• text alternatywny

    Lotnisko w Andburgu wygląda jak szkółka lotnicza. Mieści się niedaleko pod miastem na środku pustkowia. Jest to kawałek wylanego niedbale betonu tworzącego pas startowy i drugi odcinek przeznaczony do lądowania. Wszystko otoczone prowizoryczną siatką, strzeżoną przez emerytowanych ochroniarzy.

    Aby skorzystać z samolotu, trzeba udać się do terminalu. Jest to niewielki betonowy i brzydki budynek. W środku znajduje się pusta hala, w której dominuje jeden wielki staromodny wyświetlacz (rodem z familiady) przedstawiający przyloty i odloty. Bramka jest jedna, więc nie trudno jest odnaleźć drogę do niej . Podobnie jak w jednym miejscu zdaje się punkt oddawania bagaży rejestrowanych.

    text alternatywny

    Oczekując na lot można skorzystać z tamtejszej restauracji prowadzonej przez ucywilizowanego koczownika. Podaje on dania kuchni koczowniczej, które rzadko komu smakują. Zasiada się przy stolikach i krzesłach, które przywodzą na myśl eksport z Ciprofloksji. Jest chociaż jedna zaleta tego miejsca – można palić przy stoliku.

    W terminalu można również dokonać zakupów w kiosku z pamiątkami czy niewielkim sklepiku spożywczym, w którym dostępne są tylko konserwy i orzeszki ziemne.

    O toaletach i ich jakości nie wspominamy. Pozostawiamy ten temat dozie fantazji odwiedzających.

    Na lotnisku lądują głównie awionetki i samoloty prywatne tutejszych oligarchów. Czasami jednak ląduje również większy boeing.