Lotnisko w Andburgu [Gra Fabularna]



  • Loretta dwa tygodnie temu powróciła do domu z Nowego Kotwicza, który to został zniszczony przez bomby sarmackich imperialistów. Skuteczne zburzenie centrum naukowego w tym mieście i uniemożliwienie dalszych prac zmusiło ją do powrotu do Złotego Grodu. Atmosfera w domu rodzinnym z dnia na dzień stawała się coraz trudniejsza do wytrzymania przez co list z Loży Teutońskiej był niemałym wybawieniem dla jej osoby. Gdy tylko napomknęła rodzicom o dziwnej nowej fascynacji stepami loardyjskimi, ci nie kryjąc zadowolenia użyczyli jej swojego samolotu.

    Obecnie maszyna stała już na płycie lotniska, a ona sama wdychając stepowe powietrze zaczęła powoli zmierzać w stronę terminalu. W większych miastach teutońskich dostałaby kierowcę z limuzyną, jednak w tym dzikim rejonie nikt zapewne nie słyszał o rodzinie Othren. Nie przeszkadzało jej to za bardzo, w przeciwieństwie do jej matki nie lubiła zbytniego zainteresowania.


  • – O ja pierdolę.
    To były pierwsze słowa Anny, gdy tylko wyszła z samolotu i rozejrzała się w koło.

    Pamiętała jak dziś moment gdy otrzymała list. Jako że poczta nie donosi do samotnych chatek w górach, podała adres skrytki pocztowej w pobliskim Lolandburgu.

    Gdy zobaczyła kopertę, wiedziała, że to musi być to. Szybko schowała list do torebki i pospiesznie udała się do domu, gdzie otworzyła list.

    Nie potrafiła ukryć radości . Jednakże szybko uśmiech zniknął a na twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, a jej twarz stała się jakby bardziej czerwona.
    – Pan przez Pani? Pan przez Pani kurwa? Co do chuja, to jakaś ulotka reklamowa, czy list kurwa do mnie! Ja pierdolę Andburg. Co za zadupie.

    Anna zdecydowanie łatwo się denerwowała.

    Złość szybko jednak minęła. Loża jest potężna. Jako osoba, która ledwie uciekła od spalenia żywcem, osoba o której negatywne legendy krążą po świecie potrzebowała właśnie czegoś takiego. Ochrony Loży. I dobrze wie, że jeśli dobrze wykona tajemnicze zadanie, z pewnością ją otrzyma. Szybko sprawdziła loty. Chociaż jest ich organizowanych niewiele – miała szczęście. Lolandburg–Andburg. Dzień przed żądanym terminem. Gdy tylko nadszedł żądany dzień spakowała najważniejsze rzeczy i opuściła swoją samotną chatkę.

    I tak zaczęła się jej kolejna podróż.