• Gdy tylko Anna opuściła lotnisko i dostała się do centrum miasta zawalonym ludźmi autobusem rodem z ubiegłego wieku, z nieukrywaną przyjemnością poszła na ulice miasta. Nienawidziła tłumów.
    – Muszę się czegoś napić – pomyślała.

    Rozejrzała się po okolicy i weszła do pierwszego zauważonego pubu.

    Gdy weszła do środka oczom jej ukazały się ozdoby, przypominające w jakim miejscu są: sercu stepowej Loardii. Lep na turystów – pomyślała. Plastikowe zabaweczki, piórka, łuki, jeszcze jakaś zabawkowa strzelba… Co to w ogóle ma być?

    Bez namysłu podeszła do barmana:
    – Piwo. Duże.
    – Ależ oczywiście, proponuję nasz lokalny wyrób! Wytwarzane z naszych własnych…
    – Może być – przerwała zdecydowanie przydługi wywód barmana.

    Gdy tylko barman skończył nalewać napój, wzięła kufel, i bez słowa udała się do wolnego stolika, w kącie, z daleka od innych ludzi.


  • Loretta udała się z lotniska do centrum Andburga. Przemierzając ulicami zauważyła napis na murze który brzmiał "Śmierć obcym", gdzieniegdzie również widziała rysunki oskubanego kukuła.
    -Uroczo - powiedziała sama do siebie. Przeszła jeszcze parę przecznic i zobaczyła jakąś spelunkę. Nie myśląc za wiele weszła do środka. Wnętrzne było tandetne, typowe dla osiadłych koczowników. Jakieś plastikowe łuki, piórka itd. Niby powrót do swoich korzeni ale taki bezpieczny, bo przecież prawdziwym łukiem można zrobić sobie krzywdę.

    -Poproszę typowy napój jaki tutaj pijecie - powiedziała usadzając się na stołku przy barze. Barman tylko kiwnął głową i już za chwile dziwna zielona mikstura pojawiła się przed nią.
    -Zdrowie - powiedziała w łamanym językiem koczowników i wzięła łyka napoju.


  • Pff – mruknęła Anna spoglądając na przybyłą do karczmy. Ewidentnie różniła się od innych gości – zamyśliła się – bogate ubranie, inna postawa.

    Wychyliła trochę napoju z kufla. Krzywiąc się pomyślała – ohyda.

    Kto normalny przybyłby do takiej kompletnej dziury na skraju Loardii i to właśnie dziś… Czy może… Też została wybrana?

    Po chwili namysłu wychyliła swój napój do końca, wstała od stolika i podeszła do baru.

    — Wyśmienity trunek – powiedziała do barmana. – Zawsze sobie ceniłam lokalne tradycje! Teraz poproszę…  – przez chwilę się zmieszała – To samo – wskazała dłonią na napój przybyszki, po czym zajęła koło niej miejsce.

    – Witam szanowną panią! – uśmiechnęła się wesoło, próbując rozpocząć rozmowę – Mam wrażenie, że nie jest pani tutejsza? Co taka osoba robi w TAKIM miejscu? – pokracznie zadała pytanie, w jej świadomości udając grację.


  • Loretta spojrzała na przybyłą. Jej uśmiech wydawał się równie sztuczny lecz mniej wprawiony niż jej bogatych znajomych. Udawanie było jedną z tradycji wyższej arystokracji oraz kupców, jak widać jej nowa towarzyszka nie należała do żadnej z tych klas.
    -Zwiedzam-odpowiedziała zdawkowo po czym znowu wzięła łyk napoju- Domyślam się, nie należysz do grupy koczowników, w interesach też raczej nie przybywasz wobec tego zapewne robisz to samo.


  • – Robisz to samo – powtórzyła na głos. Nieroztropnie z twojej strony. Nie dziwię się, że nosisz taką bliznę – pomyślała.

    Przekalkulowała w myślach. Nie opłaca się jej udawać, że nie wie o co chodzi. Wiedza jest cenna, a tylko w ten sposób uda się ją zdobyć.

    Zaobserwowała jak towarzyszka bierze łyk napoju, po czym odezwała się ponownie. Uśmiechając się wesoło.

    – Miło mi Ciebie poznać! Zapewne w takim razie nasze drogi jeszcze się przetną. Nazywam się Kasia. Pomimo Twoich… Niecodziennych rysów – zaakcentowała te dwa słowa – nie wyglądasz na awanturniczkę. Co Cię skłoniło do tej… Podróży?


  • Rozmówczyni była nużąca do tego chciała wyciągnąć od niej informacje. Według norm społecznych powinna prowadzić dalej dyskusje o niczym. Jednak już dawno nie przejmowała się tym co mówią o niej ludzie.
    -Życie - odpowiedziała. Nie czekając na dalsze pytania dopiła szklankę tajemniczego napoju i wyszła z baru.
    "Teraz pora znaleźć miejsce na nocleg. Najlepiej bez innych osób w pokoju" pomyślała.


  • Anna lekko się uśmiechnęła. Wciąż naiwna, ale nie aż taka głupia. To może być całkiem ciekawe.

    Odeszła od baru i wróciła na ulice szukając noclegu, nie wypijając ani kropli zamówionego napoju.

    Powój żółty. Roślina ze słodkimi owocami. Na jej bazie ludzie wędrowni tworzą całkiem niezłe napoje, nawet o własnościach leczniczych. Roślina daje im charakterystyczny, zielony kolor. Jednakże dla przyjezdnych posmakowanie tych przyjemności zazwyczaj kończy się przynajmniej bólem brzucha.

    Wzruszyła ramiona i poszła szukać odpowiedniego miejsca na nocleg.