@Andrzej-Fryderyk @Joanna-Izabela @IHS @Heinz-Werner-Grüner
Franz z bezdenną cierpliwością wstał od stołu i ruszył powolnym krokiem do Colonela.
-- Ku chwale Cesarstwa Teutonii… - zaczął recytować, pomagając mu wypowiadać kolejne kwestie jak duchowny w czasie zaślubin. Jednocześnie odpowiadał na zadawane pytania. - Loża Teutońska to prestiżowa instytucja, która działa w Cesarstwie od zarania dziejów…. i Jej Cesarskiej Mości Joanny Izabeli… Należeć do niej mogą wyłącznie osoby o nieskalanej reputacji, które dołączyły do rycerstwa i uzyskały tytuł szlachecki wyższej rangi… i wszystkiego, co teutońskie… – zaczął Franz, odpowiadając na pytanie Phoebusa – Nasze siedziby zakładane są w każdym znaczącym mieście na terenie kraju, a czasem nawet za granicami… ślubuję, że na powierzonym mi stanowisku… Zrzeszamy nielicznych wybrańców i szlachtę oraz arystokrację, którzy w całości tworzą zwarte legiony gotowe do walki w imieniu Jej Cesarskiej Mości lub też parają się gromadzeniem wojsk spośród lumpenproletariatu…. będę spełniać swoje obowiązki gorliwie i sumiennie… – wyjaśnił, po czym zmarszczył brwi i zastanowił się nad czymś. Trwało to jednak zaledwie chwilę. Potem popatrzył zaskoczony na Annę – Nie zakładajmy z góry, że w naszych szeregach mamy zdrajcę, droga Pani… polecenia mych przełożonych wykonywać z najwyższą starannością… Radziłbym Państwu jednak dać sobie kredyt zaufania… dla dobra misji… będę strzec tajemnicy urzędowej… Poznajcie się, dajcie sobie szansę na stworzenie wyjątkowej grupy agentów zamiast posądzać się o niegodziwości… a w swoim postępowaniu będę kierować się zasadami honoru, uczciwości i ważności społecznej! – powiedział i zwieńczył, bezwiednie salutując i stukając obcasami oficerek - Vivat Teutonia! – po tym podrapał się po głowie i zatopił spojrzenie swoich zielonych oczu w Annie. – Ale to słuszna uwaga, najpierw przedstawię więc Państwu kilka szczegółów misji… - rzekł i ponownie zasiadł na swoim miejscu, uprzednio gasząc światło i zasłaniając okna roletami. Do ręki wziął laserowy wskaźnik. – Oczywiście proszę zadawać pytania, jak tylko się pojawią. Im więcej Państwu przekażę informacji teraz, tym łatwiej będzie wykonać misję. – dodał, a na płótnie pojawiła się twarz kobiety.

-- To znana w andburskich kręgach arystokratka, Pani Arleta von Baumhoff. Burmistrz miasta Andburg. Została porwana. – Franz przeklikał do kolejnego slajdu, który przedstawiał salon rezydencji, w którym niektóre meble były poprzewracane, donice potłuczone, a wokoło panował spory rozgardiasz. – Stało się to zaledwie przed kilkoma dniami. Teren jest zabezpieczony. Staramy się trzymać to wszystko w sekrecie, ale trudno jest uniknąć wścibskich mediów, które próbują dostać się, dosłownie, drzwiami i oknami do środka. Nie mamy jednak żadnych wątpliwości, że za porwaniem stoją… ku naszej rozterce… loardyjskie plemiona koczownicze. A świadczy o tym poniższy list, jaki znaleźliśmy na miejscu:

Wasza Cesarska Mość,
Czas Teutończyków w Loardii dobiegł końca. A o tym, jak to się stanie, zadecydujecie właśnie wy. Albo poświęcicie Panią Arletę i przejdziemy od razu do ostrej ofensywy albo grzecznie wypierdolicie z Andburga i odzyskacie Panią Burmistrz. Macie miesiąc na wycofanie się z miasta.
Z wyrazami wyjebania,
Prawowici Loardczycy
-- I tu zaczyna się Wasze zadanie. Zostaliście starannie wyselekcjonowani na podstawie cech, jakie reprezentujecie. Pani … - Franz spojrzał na notatki na kartce. – Loretta zna język tubylców a jednocześnie reprezentuje interesy arystokratyczne. Pani Anna, poza byciem doskonałym wsparciem w leczeniu, będzie potrafiła zrozumieć mentalność miejscowych. Pan Colonel to mężczyzna, który będzie potrafił wspomóc swoimi cechami fizycznymi, a Pan Phoebus nieszablonowym myśleniem. Waszym zadaniem będzie próba odbicia Pani Arlety z rąk porywaczy. W ten czy inny sposób. Liczymy na waszą pomysłowość i zaangażowanie. Korona na to liczy! I wszyscy Teutończycy w Loardii. Jednocześnie Loża Rycerska stoi dla Was otworem. Przekażemy wsparcie w tak wielu dziedzinach, jak to tylko możliwe. Liczy się czas. I wasza skuteczność. – Franz skończył czytać zapisane przez siebie wcześniej wersy i popatrzył po twarzach zebranych. – Czy są jakieś pytania? Spostrzeżenia? Prośby? – zapytał.








