Ulewny deszcz zalewał ulice Srebrnego Rogu i bębnił głucho w dach zielonego Bentleya. Woda kaskadami spływała w kierunku oceanu, a nieliczni przechodnie kryli się we wnękach wejściowych szlachetnych i bogato zdobionych kamienic.
Kierowca jechał ostrożnie, tak jakby delektował się każdą chwilą spędzoną za kierownicą. Ileż wspomnień wiązało się z tym miastem… Pierwsza praca w szlachetnych murach Teutońskiego Instytutu Historii (z którym zresztą związany był przez wiele lat), czas spędzony na niewygodnym tronie Namiestnika, krwawe potyczki Teutońskiego Maja, pierwsze spotkanie z Natalią, wygnanie, po latach powrót i praca w ministerialnym gmachu. O takich rzeczach pamięta się zawsze, gdziekolwiek by się nie było.
W końcu zatrzymał samochód niedaleko Urzędem Stanu Cywilnego. Rzęsisty deszcz zdawał się stanowić zaporę nie do przebicia. Miejmy to już za sobą - pomyślał i wyskoczył z samochodu. Oczywiście prosto w kałużę, zimna woda momentalnie wlała się do jego butów. Przebiegł do urzędu i wszedł do środka całkowicie przemoczony, zostawiając za sobą kałuże wody, wywołujące palpitacje serca u konserwatorek powierzchni płaskich.
Podszedł do biurka dla interesantów i wyjął dokumenty w plastikowej koszulce. Zawsze był przezorny, dzięki czemu była to jego jedyna rzecz, która nie zmokła na dworze. Atrakcyjna dziewczyna ze zdziwieniem spojrzała na podane jej papiery.
– Jest pan pewien?
– Tak, jestem.
– Ale nie jest panu żal?
– Proszę, niech to pani po prostu podstempluje.
Dziewczyna westchnęła i wyjęła z szuflady specjalną pieczęć. Dolała tuszu, bo nie używała już jej od miesięcy. Nabiła i oddała jedną z kartek. Wsadził ją z powrotem do plastikowej koszulki.
– Dziękuję, żal.
Zastanawiał się chwilę, czy powinien powiedzieć do widzenia, czy jednak wypadałoby inaczej. W końcu widząc zniecierpliwienie urzędniczki, bez słowa wstał i ruszył do wyjścia, ponownie doprowadzając do furii konserwatorki powierzchni płaskich. Zamknął za sobą ciężkie, dębowe drzwi i stanął pod daszkiem czekając na chwilę mniej intensywnych opadów.
Nagle roześmiał się. Kurwa, przecież i tak był już całkowicie mokry, jaki do cholery był sens czekania, aż będzie trochę mniej padać? Wyszedł i zatrzymał się na środku drogi, stojąc skąpany w potokach ulewy. Spojrzał ponad dachami budynków daleko na wschód. Gówno jednak zobaczył, bo jedynie strugi deszczu i ciężkie chmury. Ale to nic, doskonale znał widok, który rozciągałby się przy dobrej pogodzie. Gdzieś tam, wysoko w górach spędził kilka lat życia. Słyszał, że za sprawą jego byłej żony zamek znów miał odzyskać dawny splendor. Mam nadzieję, że Natalię spotka tam więcej szczęścia… I że udaje się jej posprzątać chlew w gabinecie. - pomyślał.
Stał tak jeszcze chwilę, aż przegonił go natarczywy dźwięk klaksonu, dobiegającego z jakiegoś miejskiego samochodziku, za kierownica którego siedziała dziewczyna, która strasznie się gdzieś spieszyła. Pomachał jej radośnie, ale niestety entuzjazm był wyłącznie jednostronny. Wskoczył więc do Bentleya i odjechał na ostatni wieczorny lot.
Celem rozwiania ewentualnych wątpliwości, niniejszym składam deklarację zrzeczenia się obywatelstwa teutońskiego, tj. zrzekam się obywatelstwa teutońskiego.
.

.